Ci co chociaż odrobinę mnie znają wiedzą bardzo dobrze jak szerokim sikiem olewam wszelkiego rodzaju certyfikacje w których organ wystawiający nie ponosi żadnej odpowiedzialności za papier wydany. Nie ma się czemu dziwić, ponieważ jeżeli organ nie ponosi odpowiedzialności za to co wystawia, to wystawia byle komu. Najlepszym przykładem i efektem działania tego systemu jest właśnie prawo jazdy.
Jako naczelny demoralizator naszego kraju (mam to nawet w papierach!) uważam że najwyższa pora coś z tym zrobić. Znaczy najwyższa pora wypierdolić ten parszywy dokument jakim jest „prawo jazdy”.

W polskim prawie każdy kierowca ma obowiązek posiadać ubezpieczenie od wypadku z jego winy, i dobrze ponieważ majątek większości kierowców żadko przekracza 15zł (po skasowaniu samochodu) więc dzięki temu ubezpieczeniu jest z czego pokryć Krzywdę wyrządzoną przez tego ćwiercmózga za kierownicą. Aktualnie ubezpieczalnie oferujące OC aktualnie ustalają stawkę na podstawie różnych czynników – wieku kierowcy, doświadczenia, przejechanych kilometrów żony, wielkości palca żony i przyczynie śmierci dziadka (w tym sprawdzenie czy aby nie był z wermachtu). Mówiąc krótko – robią wszystko aby nie ubezpieczyć za tanio kogoś kto rozbija 15 samochodów rocznie.

Powiedzcie mi, co to w sumie jest prawo jazdy? Podle wikipedi, prawo jazdy to:

„Prawo jazdy – dokument, wydany przez odpowiednie organy państwowe, regionalne lub samorządowe, potwierdzający uprawnienia jego posiadacza do prowadzenia pojazdów silnikowych.”

Czyli w skrócie papierek który mówi „ten jełop umie nacisnąć gaz i pojechać w Miarę prosto” za brak którego można dostać mandat. Nie za to że źle prowadzisz samochód, nie za to że spowodowałeś wypadek, nie za to że tańczyłeś numa-numa podczas jechania na autostradzie, ale za fakt że nie masz papierka.
Byłoby to zrozumiałe, gdyby nie fakt że organ który prawo jazdy wydaje, nie ponosi za kierowce potem ŻADNEJ odpowiedzialności (nie ma nawet statystyk który egzaminator wypuszcza największych morderców na polskie jezdnie), ani też faktycznej zachęty aby kogoś przez egzamin przepuścić (innej niż zwykła życzliwość), więc jak egzaminator ma zły dzień to kursanta uwali za to że na 4 sekundy wjechał 4mm za środkowy pas.
I to jest bezsensu, a przecież rozwiązanie tego jest bardzo banalne, wystarczy znieść wymóg posiadania prawa jazdy.

Co mądrzejsi z czytelników już pewnie domyślają się kierunku w jakim to idzie, dla ciemnoty rozpisuje i wyjaśniam. Wprawdzie znieśliśmy obowiązek posiadania prawa jazdy, ale nadal jest obowiązek posiadania OC (Art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych), a z racji na to że państwo już nie wymusza wyrabiania ich certfikacji to ciężar weryfikacji spadnie bezpośrednio na ubezpieczalnie. To ubezpieczalnie będą musiały zadbać o to aby osoba którą ubezpieczą faktycznie potrafiła jeździć, ponieważ oni są finansowo odpowiedzialni za każdego kierowce którego ubezpieczą (odpowiedzialność karna i cywilna nadal leży na kierowcy także nie cieszcie się za bardzo że będzie raj).
Dzięki temu za chwilę plus moment, aktualne szkoły jazdy zmienią kursy tak aby uczyły one tylko i wyłącznie praktycznych umiejętności na drodze (z pominięciem tak fantastycznych części kursów jak instrukcje przechowywania odrąbanych członków z wypadku drogowego [prawdziwe pytanie z puli egzaminu teoretycznego]) dzięki czemu będą tańsze i znacznie skuteczniejsze w szkoleniu dobrych kierowców a nie pierdółek z toną teorii. Szkoły jazdy oczywiście na zakończenie kursu wystawiać będą certyfikat którego wartość ustali a jakość weryfikuje wolny rynek (czyli szkoła która będzie rozdawać certyfikacje na prawo i lewo nie będzie miała faktycznych klientów ponieważ jej certyfikatu nikt respektować nie będzie, a szkoły dobre i solidne będą miały klientów jak zatrzęsienie i podpisane kontrakty z największymi ubezpieczalniami), analogicznie będzie z ceną która będzie adekwatna do nasycenia rynku. Udowodnienie wartości swojej certyfikacji będzie leżało na barkach danej szkoły, także każda dobra szkoła będzie chętnie i raźno prowadzić pełne statystyki dotyczące kursantów i ich kariery jako kierowców, oraz udostępniać ją publicznie (w wersji anonimowej oczywiście), wraz ze statystykami skasowanych samochodów, otrzymanych mandatów na przestrzeni lat u absolwentów.

Jak widzicie dzięki prostemu zabiegowi, czyli odsunięcia państwa z kolejnej dziedziny życia i przeniesienie tego na sektor prywatny, znacznie poprawiamy bezpieczeństwo na drogach (można nawet zwiększyć karę za brak wymaganych dokumentów [w tym wypadku brak karty ubezpieczenia] z mandatu do 30 dni więzienia) i spowodujemy że wydawanie prawa jazdy stanie się instytucją gdzie człowiek jest klientem i to za nim się lata, pod niego układa terminy i się dostosowuje. A nie odwrotnie, jak to jest teraz gdzie petent traktowany jest jak homo sapiens najniższej kategorii.

PS. Dla tych co się zastanawiają co się ze mną działo ostatnie miesiące a mają do mnie sprawe – don’t call me, i will call you. Sooner than you think.

Reklamy

It little profits that an idle king,
By this still hearth, among these barren crags,
Match’d with an aged wife, I mete and dole
Unequal laws unto a savage race,
That hoard, and sleep, and feed, and know not me.

I cannot rest from travel: I will drink
Life to the lees: All times I have enjoy’d
Greatly, have suffer’d greatly, both with those
That loved me, and alone, on shore, and when
Thro’ scudding drifts the rainy Hyades
Vext the dim sea: I am become a name;
For always roaming with a hungry heart
Much have I seen and known; cities of men
And manners, climates, councils, governments,
Myself not least, but honour’d of them all;
And drunk delight of battle with my peers,
Far on the ringing plains of windy Troy.
I am a part of all that I have met;
Yet all experience is an arch wherethro’
Gleams that untravell’d world whose margin fades
For ever and forever when I move.
How dull it is to pause, to make an end,
To rust unburnish’d, not to shine in use!
As tho’ to breathe were life! Life piled on life
Were all too little, and of one to me
Little remains: but every hour is saved
From that eternal silence, something more,
A bringer of new things; and vile it were
For some three suns to store and hoard myself,
And this gray spirit yearning in desire
To follow knowledge like a sinking star,
Beyond the utmost bound of human thought.

This is my son, mine own Telemachus,
To whom I leave the sceptre and the isle,—
Well-loved of me, discerning to fulfil
This labour, by slow prudence to make mild
A rugged people, and thro’ soft degrees
Subdue them to the useful and the good.
Most blameless is he, centred in the sphere
Of common duties, decent not to fail
In offices of tenderness, and pay
Meet adoration to my household gods,
When I am gone. He works his work, I mine.

There lies the port; the vessel puffs her sail:
There gloom the dark, broad seas. My mariners,
Souls that have toil’d, and wrought, and thought with me—
That ever with a frolic welcome took
The thunder and the sunshine, and opposed
Free hearts, free foreheads—you and I are old;
Old age hath yet his honour and his toil;
Death closes all: but something ere the end,
Some work of noble note, may yet be done,
Not unbecoming men that strove with Gods.
The lights begin to twinkle from the rocks:
The long day wanes: the slow moon climbs: the deep
Moans round with many voices. Come, my friends,
’Tis not too late to seek a newer world.
Push off, and sitting well in order smite
The sounding furrows; for my purpose holds
To sail beyond the sunset, and the baths
Of all the western stars, until I die.
It may be that the gulfs will wash us down:
It may be we shall touch the Happy Isles,
And see the great Achilles, whom we knew.
Tho’ much is taken, much abides; and tho’
We are not now that strength which in old days
Moved earth and heaven, that which we are, we are;
One equal temper of heroic hearts,
Made weak by time and fate, but strong in will
To strive, to seek, to find, and not to yield.

I 15 minutowy fragment z ich konferencji spowodował u mnie triger w formie felietonu na ich temat, bo po prostu boki zrywać z tego co mówią. Zanim jednak przejdę do sedna, czyli tego co ogłosili na konferencji prasowej zacznę od bredni które wypisują na swojej (kiepsko zaprogramowanej) stronie internetowej. Jako źródło dla tego wpisu posłuży http://www.sld.org.pl/program oraz konferencja prasowa z tvn24 dnia dzisiejszego.

Czytaj resztę wpisu »

Dawno nie było więc dzisiaj znowu felieton zaczniemy od materiału poglądowego w formie wideo
Czytaj resztę wpisu »

Jak zwalczyłem łupież

Sierpień 3, 2011

Każdy kto raz widział mnie na oczy wie że mam niesamowite problemy z łupieżem. Problemy do tego stopnia że powodowały niekończące się pieczenie głowy i utratę skóry w poziomie 50% masy ciała/dzień. Przez lata próbowałem metod nauki (szampony, skórolodzy, maści, kremy) i „nauki” (akupunktura, rytualne modły, kadzidełka i inne pierdoły). Po trochę ponad dwóch latach walki (i wydaniu na nią nieprzyzwoitych pieniędzy) odwiesiłem sprawę na kołek i zostałem przy codziennym traktowaniu nizoralem (w efekcie przynajmniej głowa tak nie piekła). Zmiana nastąpiła przy mojej ostatniej wycieczce na wieś. Czytaj resztę wpisu »

Patriota idiota

Sierpień 1, 2011

Dzisiaj kolejny dzień kiedy widać kto jest prawdziwym polakiem a kto parszywym niemcem z polskimi dokumentami. Łatwo poznać, kiedy polaka rozpiera duma z dzisiejszej rocznicy i heroicznej walki o warszawę. Prawdziwy polak w tym dniu oddaje tym ludziom hołd za ich patriotyzm i geniusz militarny, że nie wspomnę o gotowości do poświęceń. A co robi parszywy niemiec ? Stoi i łapie się za głowę, bo te brednie we łbie się nie mieszczą. Czytaj resztę wpisu »

Jak długo pamiętam to zawsze wdawałem się w bójki (fizyczne i słowne) nie raz z góry wiedząc że nie mam szans na wygraną (a prawie zawsze wiedząc że nic dobrego z tego nie wyjdzie), podejmuję rękawice i walczę. Wbrew temu co podpowiada logika, ja zaatakuje kolesia który jest ode mnie dwa razy większy i wygląda jakby właśnie wrócił z pół roku pracy w kamieniołomach. Dlaczego zatem udaje się na tak samobójczą misję ?
Może zamiast odpowiadać, przytoczę pewną scenę. Czytaj resztę wpisu »