Jak zwalczyłem łupież
Sierpień 3, 2011
Każdy kto raz widział mnie na oczy wie że mam niesamowite problemy z łupieżem. Problemy do tego stopnia że powodowały niekończące się pieczenie głowy i utratę skóry w poziomie 50% masy ciała/dzień. Przez lata próbowałem metod nauki (szampony, skórolodzy, maści, kremy) i “nauki” (akupunktura, rytualne modły, kadzidełka i inne pierdoły). Po trochę ponad dwóch latach walki (i wydaniu na nią nieprzyzwoitych pieniędzy) odwiesiłem sprawę na kołek i zostałem przy codziennym traktowaniu nizoralem (w efekcie przynajmniej głowa tak nie piekła). Zmiana nastąpiła przy mojej ostatniej wycieczce na wieś.
Dostałem do spróbowania całkowicie pojebaną idee – olej lniany. Olałem go z miejsca bo, kurwa jego mać, co pomoże olej lniany ? Ale ok, postanowiłem spróbować i do nocnego rytuału dodałem wcieranie oleju lnianego w czerep. Efekt ? Po tygodniu kuracji, nie ma ani swędzenia, ani nie gubię skóry w tempie wskazującym na niedawną wizytę w czarnobylu. Domyślam się że będe musiał trzymać ten rytuał po wsze czasy (może z mniejszą częstotliwością) ale efekt po prostu jest rewelacyjny (leki na receptę dawały ulgę na jeden dzień i nijak zwalczały widoczne symptomy).
Jest też poważna różnica cenowa – kuracja lekami to jakieś 80zł/tydzień (minimum) a litr oleju lnianego (kuracja na jakiś miesiąc, wliczając fakt tego ile mam włosów – przedstawicielom krótkowłosych starczy to na dwa razy tyle czasu) kosztuje złotych 30. I jak wspomniałem, efekt jest po prostu rewelacyjny.
